
Mało brakowało i nie mielibyśmy gdzie jechać na majówkę. W ostatniej chwili posypał się świetny wyjazd, który planowaliśmy od kilku tygodni. W pewnym momencie żartowaliśmy, że chyba skorzystamy z własnych pomysłów na majówkę, którymi tak ochoczo podzieliliśmy się na blogu tydzień wcześniej. Na szczęście niespodziewanie przyszło zaproszenie z Ustki.
Ustki jeszcze nie zwiedzaliśmy. Maciej był w niej kilkanaście temu, ale poza nadmorskim amfiteatrem nic z niej nie pamiętał. Szybki rzut oka na mapę wystarczył, żeby stwierdzić, że na pewno będziemy mieli co robić. Zaplanowaliśmy od razu wycieczkę do Kluk na Czarne Wesele i do Czołpina na latarnię morską. Zastanawialiśmy się jeszcze nad Krainą w Kratę w Swołowie, ale zamiast tego wybraliśmy spokojny spacer po Ustce. Jak było?
Totalny relaks i tradycyjny grill
Majówkowa sobota oznaczała totalny relaks. Zanim dojechaliśmy przepiękną trasą przez Kaszuby do Ustki, było już późne popołudnie. Od razu rozpaliliśmy tradycyjnego majówkowego grilla.Mmmmm.... kiełbasa i karkówka już dawno nie smakowały tak dobrze. Kiedy dojechali goście naszej gospodyni zrobiło się wesoło. Uparliśmy się, żeby siedzieć na zewnątrz. Od zamarznięcia uratowały nas tylko ciepłe koce i gorąca herbata. Chociaż trzeba przyznać, że pogoda w cały majowy weekend rozpieszczała nas tak, jakby chciała nam wynagrodzić sześć miesięcy zimnej, ponurej szarówki.
Latarnia w Czołpinie
W niedzielę pojechaliśmy na wycieczkę do Czołpina. Zostawiliśmy samochód na parkingu i poszliśmy spacerkiem na latarnię morską. Koszt biletu - 4 zł od osoby, płatny na samej górze (plus opłata za parking i zaskakujący bilet wstępu do parku, o którym nikt już nie informuje).Wdrapaliśmy się na szczyt i podziwialiśmy Słowiński Park Narodowy. Mój ulubiony. Najpiękniejszy. Wysokie, nadmorskie sosny, szerokie plaże, wydmy i spokojne morze oraz widok na jeziora: Gardno i Łebsko. Im dłużej staliśmy na latarni, tym taniej wychodziło za bilet. No to staliśmy. Gadaliśmy. Opalaliśmy się. Robiliśmy zdjęcia.
Brakowało tylko przenośnego grilla :)
- Mój sen o Czołpinie: Jak dojechać nad morze?





Najpiękniejsza plaża na Pomorzu jest w Czołpinie
W końcu liczni turyści skłonili nas do zejścia z latarni. Poszliśmy ścieżką na plażę. Plaża w Czołpinie była dokładnie taka, jaką ją zapamiętaliśmy sprzed dwóch lat. Piaszczysta i piękna. I jeszcze o tej porze roku pusta. Usiedliśmy na klifie i podziwialiśmy.Z wyjątkiem Maćka. On nie usiedzi na miejscu. Latał po plaży i robił zdjęcia.
- Więcej o Czołpinie: A na plaży w Czołpinie czas wolniej płynie







Czarne Wesele w Klukach
Zawsze chcieliśmy pojechać na Czarne Wesele. Tylko, że z reguły było nam nie po drodze. 2 lata wcześniej byliśmy w Klukach i zapamiętaliśmy to miejsce jako oazę ciszy, spokoju i prawdziwą skarbnicę wiedzy o Kaszubach i Słowińcach. Bo w Klukach znajduje się Muzeum Wsi Słowińskiej - uroczy skansen z zachowanymi chatami Słowińców.Kim byli Słowińcy? Do dziś nie wiadomo, czy wywodzili się od Kaszubów, czy byli całkiem odrębną grupą etniczną. Niezależnie od tego, w Klukach dowiemy się dużo o jednych i drugich. Słowińców już tu nie ma, za to imprezę zwaną Czarnym Weselem rozkręcają i kultywują Kaszubi. To dlatego mogliśmy tu zobaczyć występy zespołów kaszubskich i usłyszeć kaszubską gwarę.
"Czarne Wesele" - odbywająca się w maju impreza folklorystyczna związana z kulturą Słowińców, nawiazująca do dawnej tradycji wspólnego kopania torfu na bagnistych terenach wokół jezior Gardno i Łebsko. Pozyskiwanie torfu, który następnie wykorzystywany był w miejscowych gospodartwach słowińskich jako opał na zimę, odbywało się na zasadzie wzajemnej pomocy sąsiedzkiej, a każdy dzień pracy kończył się wspólnym posiłkiem i biesiadą u gospodarza. Okres wydobywania torfu zwany był właśnie Czarnym Weselem. Źródło










Czarne wesele - słowińskie tradycje na wyciągnięcie ręki
Obserwowaliśmy jak kopie się torf, piłuje drewno, robi pranie w balii i na tarce. Widzieliśmy konia w butach (klumpach), podziwialiśmy kaszubskie i borowiackie stroje ludowe, jedliśmy przepyszną zupę grzybową, a ja nie odmówiłam sobie waty cukrowej, bo co to za festyn bez cukrowej waty!Klumpy (końskie buty) – rodzaj drewnianych butów dla koni używanych w przeszłości w niektórych regionach. Klumpy zakładało się na końskie kopyta, w celu zwiększenia ich powierzchni oparcia. Ułatwiało to zwierzętom poruszanie się po grząskim torfowym gruncie. Pozwalały uprawiać grząskie pola, charakterystyczne dla obszaru Pomorza ( moczary, łąki – szczególnie w okolicach Kluk). Źródło









Usteckie krówki i wygłaskane piersi usteckiej syrenki
Na obiad wróciliśmy do Ustki, ale najpierw, kaszubskim zwyczajem, poszliśmy na słodycze. W cafe Mistral zjedliśmy sześć Usteckich Krówek, a każda o innym smaku. Zauważyliśmy, że Ustka słynie z usteckich wyrobów regionalnych. Wszystko tam jest usteckie - usteckie krówki, usteckie syrenki, usteckie ciasta, usteckie piwo, usteckie lody itd. Fajny pomysł na promocję: spróbuj wszystkiego co usteckie. Czas start!Dotarliśmy też do świetnej kawiarni. Jeśli jeszcze nie próbowałeś kawy Rzymskie Wakacje w Galeria Winiarnia Herbaciarnia w Ustce, to doprawdy nie wiem, na co czekasz :)
Ostatniego dnia majówki wybraliśmy się na spacer po Ustce. Najpierw poszliśmy zobaczyć ustecką syrenkę i sprawdzić, dlaczego, mimo że jest z mosiądzu, jej piersi świecą się na złoto. Na miejscu zobaczyliśmy intrygujący widok. Ludzie po kolei wchodzili na pomnik i... głaskali syrenkę po piersiach. Zarówno panowie jak i panie. Intrygujące. Sprawa wyjaśniła się po przeczytaniu tablicy informacyjnej. Według legendy, kto pogłaszcze ustecką syrenkę po lewej piersi, temu spełni się półtorej życzenia [wszak syrenka jest tylko pół rybą, dlatego spełnienie całych trzech życzeń nie wchodzi w grę]. Chyba niektórzy koniecznie chcieli, żeby spełniły im się całe trzy...





Człowiek w kajaku, dwóch z flagą i psy rasy Yorkshier Terier
Poszliśmy dalej na koniec usteckiego molo. Po drodze widzieliśmy ludzi kąpiących się w morzu z flagą Polski, kutry rybackie, ludzi płynących na rejs statkiem i machających do nas z oddali oraz człowieka w kajaku, który wiosłując walczył z morskimi falami. Kolejne ciekawe spostrzeżenie - na deptaku i w całym mieście spotykaliśmy ludzi z psami, ale prawie wyłącznie rasy Yorkshire Terrier. Ciężko było dostrzec przedstawicieli innej rasy. Ze dwa razy mignął nam Maltańczyk. Ale to wszystko. Czy ktoś potrafi wyjaśnić to zjawisko?







Ryba, piwo i rurki z kremem
Potem pokręciliśmy się trochę po centrum i nabrzeżu, gdzie zjedliśmy m.in. przepysznego dorsza, napiliśmy się dobrego piwa z usteckiego browaru, a na koniec zjedliśmy słodkie rurki z kremem i lody tradycyjne. Nie pytaj jak zniosły to nasze żołądki...Zaszliśmy też obowiązkowo do Informacji Turystycznej, która mieści się w samym centrum, w pięknej, zrewitalizowanej chałupie, o konstrukcji szachulcowej. W Ustce bardzo spodobały nam się odnowione zabytkowe rybackie chaty - białe powierzchnie poprzecinane ciemnymi belkami drewna. Dzięki nim Ustka ma swój wdzięk i charakter. To jedno z najładniejszych nadmorskich miasteczek, które dotąd zwiedziliśmy.








Co nam polecisz w Ustce i okolicach?
Wszystko co dobre tak szybko się kończy... Nie mam wątpliwości, że do Ustki i w pobliskie rejony jeszcze wrócimy, bo jak zwykle nie udało się wszystkiego zobaczyć.Słyszeliśmy już o bunkrach po drugiej stronie Ustki, Muzeach Chleba i Ustki, o Muzeum Śledzia, Swołowie i Słupsku, w którym można spędzić co najmniej kilka godzin. Nasza lista już się tworzy...
Znasz już Ustkę? Może polecisz nam coś w okolicy?






