Tym razem poruszę temat bardziej pasujący do cyklu wpisów w
Krzywym Zwierciadle, niż do tematyki całego bloga. Będzie kilka nieco przekornych słów o podróżowaniu nie nas samych, ale naszych przedmiotów ;) Opisywaną sytuację zaliczam do bardzo
ciekawych polskich absurdów – a mowa będzie o naszym wspaniałym niespełnionym monopoliście, czyli o Poczcie Polskiej :)

W minionym tygodniu, po dość długiej przerwie, miałem niewątpliwą przyjemność skorzystania z usług Poczty Polskiej – zadanie wydawało się dość proste – nadać kilka listów (7) do rodziny i znajomych. Jako że przestałem już ufać w skuteczność dostarczania tzw. listów zwykłych, zdecydowałem się na wysyłkę listami poleconymi.
Pobrałem wymagane druczki do wypełnienia. Wypełnianie druków na rozpadającym się drewnianym krześle umilały mi jakże motywujące odgłosy przybijanych pieczątek i dumnie brzmiących drukarek igłowych dochodzące z okienek obsługi. Po kilkudziesięciu przybitych pieczątkach zbliżyłem się do okienka.

Kilka razy sprawdziło już się, że paczki, albo zwykłe listy, po naklejeniu znaczka „PRIORYTET” szły dłużej niż zwykłe listy, albo całkowicie się gubiły, dlatego też zaprzeczyłem gdy spytano mnie, czy chcę dopłacić do priorytetu.

Po uroczystym zważeniu listów zaczęły się schody i pierwsze absurdy :) Najpierw
Pani z okienka cofnęła mi wypełnione druczki, bo na kopercie napisane było, że i ja i Kasia jesteśmy nadawcami, a na druku potwierdzenia byłem tylko ja. (fakt - nie chciało mi się wpisywać 7 razy dwóch nazwisk). Okazało się, że jest to błąd i nie może przyjąć takich druków. Posłusznie dopisałem więc brakujące nazwiska. Zadowolony z siebie chciałem już sięgać do portfela, kiedy to Pani z okienka zaczęła rozglądać się nerwowo na boki i szukać wokół potwierdzenia swoich obaw. Tym razem miła Pani oznajmiła mi, że nie może przyjąć ode mnie dwóch przesyłek, bo
list nie może mieć więcej niż dwóch odbiorców. Już dawno nie podnosiłem tak wysoko brwi ze zdziwienia :) Całkiem naturalnym było dla mnie, że wysyłając coś do całej rodziny, umieściłem oprócz imion rodziców, imię ich dziecka. Nie chciałem, aby czuło się w jakiś sposób pominięte :) Nie sądziłem, że moja grzeczność będzie powodem późniejszych problemów :) Widząc moje zdziwienie, przejęta Pani pobiegła do naczelnika placówki, upewniając się przedtem u swojej koleżanki, czy dobrze robi. Naczelnik niestety nie przekazał dobrych wieści. Nie ukrywam, nieźle uśmiałem się później jak Panie szukały dla mnie korektora po całej poczcie, abym mógł
wymazać z koperty jednego odbiorcę. (bo przecież nie będę kupować kolejnej koperty i jeszcze raz jej adresować :P) Tak więc koperta pomazana korektorem trafiła w końcu do wysyłki, a ja zapłaciłem i wyszedłem zadowolony. To jednak nie koniec przygód. Po wyjściu z placówki nie dawało mi spokoju dlaczego Pani z okienka dwa razy upewniała się czy na pewno nie chcę nadać priorytetem przesyłek do Niemiec. Dla świętego spokoju wróciłem więc do placówki. Jak się okazało po krótkiej rozmowie,
list polecony priorytetowy może dotrzeć do Hamburga w ciągu 3 dni roboczych (całkiem znośnie), ale termin doręczenia zwykłego listu poleconego wprawił mnie już w osłupienie –
2 tygodnie (!!!). Na usta sunie się tylko jedno pytanie: jak to możliwe ? W jaki sposób te listy są transportowane ? Na rowerze, mułami, czy może psim zaprzęgiem? Pani z okienka powiedziała tylko, że listy transportowane są „możliwie najkrótszą drogą”. Uwierzycie ?
Dopłaciłem więc 1,20 zł (kolejne sic!) za te dwie przesyłki, aby Pani mogła umieścić na niej nalepkę priorytetu i aby moje listy dotarły do adresatów w cywilizowanym czasie :) Naprawdę, ta instytucja mnie zadziwia :) Muszę jednak przyznać, że ostatnio bardzo mocno zdziwiłem się na plus, bo zawitał do mnie do domu listonosz z paczką. A ja już myślałem, że już im się kompletnie nie chce chodzić po domach i zostawiają tylko awizo w skrzynkach ;) Liczę na to, że w najbliższym czasie coś się zmieni. Jeszcze trochę nam brakuję do światowego poziomu :) Albo ucywilizują Pocztę, albo, co bardziej prawdopodobne, Poczta w końcu upadnie.

--- Paradoksalnie, przygoda z Pocztą Polską przypomniała mi nasze podróże. Poruszając się po Polsce można doświadczyć podobnych sytuacji, a to
absurdy na Dolnym Śląsku, a to przy
wschodniej granicy. A jak tam Wasze doświadczenia z pocztą ? Ja ostatnio jestem zafascynowany
paczkomatami InPostu. To jest dopiero wygoda i skutecznie prowadzony marketing!